Nie omawiam faktów. Rozmawiam.

12362152113_bfa65d7b46_h

Kilka dni temu znajoma zostawiła na swoim facebookowym profilu taki oto wpis:

Piątkowe spotkanie kolegów z pracy. 10 min rozmów o tym, jak usiąść i dlaczego wybrane przez kogoś miejsce jest najlepsze. 8 minut rozmowy o śmiesznym mailu wysłanym dziś w pracy. 11 minut rozmowy o tym, kto jaką drogą dotarł na miejsce spotkania oraz ile czasu mu to zajęło. W tej chwili rozpoczęła się rozmowa o nazwach kanapek w menu. A ja sobie siedzę, czytam i mam takie marzenie, żeby dorośli ludzie potrafili ze sobą rozmawiać a nie tylko omawiać fakty.

Muszę przyznać, że nikt do tej pory tak zgrabnie nie ujął tego, co dotyczy nas wszystkich. To poruszające nie tylko dlatego, że odlegle prawdziwe, ale też dlatego, że prawdopodobnie większość z nas wciąż doświadcza takich sytuacji. Niby nic w tym dziwnego – nie wartościujemy rozmowy. Jeśli ludzie otwierają do siebie gęby a czasem nawet się roześmieją to wszystko jest w porządku.

A jednak ja uwielbiam te rozmowy, które wywołują w Tobie radość, dają pozytywnego kopa i pozwalają poznać skrawek rzeczywistości oczami drugiej osoby. często przy okazji odkrywając coś nowego i nieoczekiwanego.

Zastanawiam się więc, co potrzeba aby rozmowa była rozmową. Czego brakuje w tych ludzkich spotkaniach, gdzie jedyną opcją jest omawianie drogi do, pozycji w menu, kto gdzie jak się zachował i gdzie szybko rozmowa skręca na tematy polityczne. Rozmowy o polityce to w zasadzie skrajny przypadek prokrastynowania szczerej i autentycznej konwersacji.

Emocje

Ich wyzwalanie w dzisiejszych czasach tłumimy, bo nie wypada, bo obawiamy się reakcji, bo istnieje ryzyko, że będziemy musieli również dźwignąć emocje drugiej strony. Czasem po prostu wstydzimy się okazywać swoje uczucia. A emocje to podstawa ludzkich relacji. Problem w tym, że jeśli faktycznie rozmowa ma postać omawiania faktów to bardzo często jedyną naturalną reakcją jest „No tak.”, „Aha” i „No nieźle” albo może: „śmiesznie”.

A wystarczy wpleść trochę emocji, powiedzieć, co czułeś robiąc, widząc, słysząc coś, żeby taka dyskusja weszła w zupełnie nowy wymiar.

Autentyczność

Bycie sobą nie jest łatwe. Siedzimy po uszy w normach społecznych i konwenansach a na dodatek odsłanianie się jest, szczególnie w środowisku tzw. profesjonalnym uważane za słabość. Tymczasem bycie autentycznym dodaje smaku rozmowie i pozwala rozmówcy łatwiej połączyć się z nami emocjonalnie. Autentyczny znaczy: szczery i mówiący wprost. Nie każdy rozmówca akceptuje taką postawę i z tym też musimy żyć.

Ciekawość

Mam wrażenie, że to ostatnio zupełnie zapomniana dyscyplina życia. Bardzo rzadko jest tak, że druga strona wydaje się autentycznie zaciekawiona tym o czym mówimy i opowiadamy. Zaciekawienie można w zasadzie poznać na przykład po tym, że ktoś faktycznie słucha i zadaje pytania. Czasem oczywiście nie interesuje Cię po prostu temat i nic w tym złego. Jeśli ciekawość prowadzi Cię w inną stronę, znajdź taki element w wypowiedziach innych i uczep się go.

Bądź ciekawy tego, co faktycznie przykuwa Twoją uwagę.

Do zrobienia od zaraz

Z autentycznej, nacechowanej emocjami rozmowy, w której dominuje ciekawość tego, co druga strona ma do powiedzenia wychodzimy zupełnie inaczej niż z płaskich dyskusji o niczym. Tych drugich nie pamiętamy 5 minut później. Te pierwsze zostają z nami często bardzo długo i przypominamy sobie o nich podejmując życiowe decyzje.

Proponuję ćwiczenie, które sam w najbliższym czasie zamierzam wykorzystywać, żeby rozmowy zyskiwały na jakości. Postarajmy się zamiast pytań zamkniętych np “Czy lubisz podróżować?” zadawać pytania otwarte „Gdzie ostatnio podobało Ci się najbardziej?” albo zamiast płaskich pytań typu „Co tam?” pytanie w stronę emocji – „Czy coś się ostatnio wydarzyło, co Cię zaciekawiło?”. Tak jak dla niektórych taki sformułowanie może brzmieć nienaturalnie, to jednak jest to najlepsza przepustka do wspaniałej rozmowy. No i pokazuje, że jesteś autentycznie ciekawy.

Na koniec jeszcze jedna rada. Tak to już u nas jest, że jeśli zapytać kogoś co robi, to większość z nas zaczyna opisywać swoją sytuację zawodową. Bardzo, bardzo lubimy wtedy wchodzić w szczegóły naszej profesji, bo tam czujemy się pewnie. Ma się trochę wrażenie, że poza zawodem nic już nas nie definiuje. A często poza sferą profesjonalną istnieje bardzo dużo. Ludzie robią fantastyczne rzeczy po godzinach, ale mają opory przed mówieniem o tym. Dobrze wcześnie wspomnieć o tym, że jesteśmy ciekawi nie tylko tego, że ktoś jest kierownikiem w Data Center w międzynarodowym koncernie farbiarskim ale również, że uwielbia podróżować po Bałkanach, buduje w garażu czołg albo marzy o kitesurfingu po morzu martwym.

Niniejszym zachęcam Was do rozmawiania jak najczęściej. To najlepsza droga do poznania siebie i bycia szczęśliwszym i lepszym człowiekiem.

Sharing is caring! Lubisz to? Daj szansę innym :)
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0

Więcej na ten temat

  • Mira

    Przyznam, że też się często nad tym zastanawiam. Nie twierdzę że jestem mistrzynią w rozmowach (szczególnie idą mi źle, te w pracy), ale czuję czasami niedosyt rozmów wartościowych. W sobotę mieliśmy pierwszy raz, od jakiś dwóch tygodni, około pół godziny na wspólne zjedzenie posiłku w pracy. Standardem u nas jest (tak, u mnie też) jedzenie, rozmawianie o niczym i w tym samym czasie przeglądaniem FB, instagramów i pisaniu maili, smsów, itp. Każdy z nas siedzi ze swoją komórką (inna sprawa że akurat dla nas to zawsze jedyny w ciągu 12- godzinnego dnia pracy czas dla siebie) i ma swój świat. Wyjątkowo dołączyła do nas szefowa, jest starsza od większości o 20 lat (ode mnie tylko o 10). Miała czas spojrzeć nam w oczy, zapytać jakie mamy plany na nasz weekend, dać każdemu się wypowiedzieć, bez zbędnego naciskania. Klasa. Coś niezwykłego. Chcę też mieć tą swobodę i prawdziwe zainteresowanie tym, co ludzie mają do powiedzenia.